fbpx

Wirtualne spotkanie z Agnieszką Mielą [OLD]

Wywiad z Agnieszką Mielą

Podczas Foconu 1.0 Agnieszka Miela miała być naszym gościem, jednak z powodów zdrowotnych ostatecznie musiała odwołać swoją wizytę na naszym konwencie. Widząc wasze zainteresowanie i mnogość pytań, które słaliście do nas podczas konkursu na profilu Foconu na Facebooku postanowiliśmy zrobić z Agnieszką wywiad i do tego dorzucić jeszcze mały konkurs z książkami od wydawnictwa Zysk i Ska.

 

KONKURS znajdziecie na samym dole 🙂 

Aby wygrać zestaw książek, w którego skład wchodzą: „Dzieci Starych Bogów” Agnieszki Mieli, „Fionavarski Gobelin” Guya Gavriela Kaya i „Warkoczyk” Justyny Wydry, ufudnowane przez Wydawnictwo Zysk i Ska, wystarczy napisać nam kogo i dlaczego chcielibyście zobaczyć na Foconie 2.0! 

 

Jesteście ciekawi co Agnieszka ma do powiedzenia? To do czytania przystąp! 

Anna (Focon): Próżno szukać w internecie szczegółowych informacji o Tobie, dlatego może zacznijmy od tego … Kim w ogóle jest Agnieszka Miela i czym się zajmuje, gdy nie pisze książek? 😉

Agnieszka Miela: Brak szerszych informacji na mój temat jest uzasadniony, bo nie mam na koncie żadnych większych osiągnięć czy stopni naukowych, które zapewniłyby mi choć odrobinę rozgłosu. 😉 Jestem zwykłym szarakiem wyposażonym w pakiet dziwnych i niekoniecznie przydatnych zainteresowań. Kiedy łapię oddech od pracy nad książką, to zwykle spędzam czas na wyszukiwaniu nowych informacji na temat dawnych wierzeń i zabobonów, głównie z terenów Polski, analizuję sobie motywy działań i przebieg zbrodni popełnianych przez różnej maści morderców i psychopatów albo zamieniam dom w piekarnię. Przed pandemią większość dni w roku zajmowały mi sprawy związane z larpami, ale teraz siedzę na przymusowym odwyku. Mam tylko nadzieję, że szybko uda mi się do nich wrócić.

Anna (Focon): Skąd Twoje zainteresowanie LARPami?

AM: Zacznijmy od tego, że miałam ogromnie dużo szczęścia, że w ogóle dowiedziałam się o ich istnieniu. Do 18-tego roku życia w ogóle nie zdawałam sobie sprawy, że środowisko larpowe funkcjonuje i gdyby nie mój ówczesny chłopak, to pewnie nigdy nie wkroczyłabym do tego świata. Zaczynałam od larpa Fantazjada i pamiętam, że przyciągnęła mnie wtedy możliwość fizycznego kontaktu z tą inną, magiczną rzeczywistością; realnego przeżywania przygód, które dotąd rozgrywały się wyłącznie w mojej wyobraźni. W tamtym czasie to było dla mnie coś nowego, świeżego. Z biegiem czasu zmieniło się w pasję i nieustanne źródło inspiracji. Nawet nie zauważyłam, kiedy minęło mi te 12 lat bycia larpowcem.

Focon: Co sprawia, że tą formę wyrazu lubisz najbardziej? Czemu nie RPG lub gry komputerowe?

AM: Może dlatego, że to larpy wydobyły na światło dzienne moje prawdziwe oblicze? W Sierakowie, z którego pochodzę, jak i w większości mniejszych miejscowości, wszelkie formy inności były dość piętnowane przez społeczeństwo. Dzieciaki takie jak ja – oderwane od rzeczywistości dziwaki marzące o pisaniu i szukające tropów zapomnianych elementów rodzimej kultury – nie miały lekko. Lepiej było siedzieć cicho, nie wychylać się, żeby nie zszargać swojej i tak już kiepskiej opinii wśród rówieśników. W momencie, gdy wkroczyłam do świata larpów, w środowisko podobnych mi dziwaków, zrozumiałam, że nie muszę się z niczym kryć. Że bycie sobą jest ok. Podziałało to trochę jak terapia, dodało mi masę pewności siebie, odwagi. To jeden z elementów budujących moją sympatię do tej aktywności. Kolejne są bardziej przyziemne 😉

Przede wszystkim chodzi o kontakt z ludźmi. Papierowe RPG, czy tym bardziej gry komputerowe, nie są w stanie oddać doświadczeń, które towarzyszą mi podczas larpowania. Przez to, że podczas takiego wydarzenia w 100% wcielamy się w naszą rolę, odrywamy głosy, mimikę, najdrobniejsze elementy tworzące daną postać, otrzymujemy też prawdziwe reakcje naszego otoczenia. Kocham to głównie ze względu na fakt, że moimi ulubionymi kreacjami są role opętanych, wariatów, psychicznie chorych, a nic nie sprawia mi większej przyjemności, niż wzbudzenie rzeczywistego strachu, obrzydzenia czy smutku moją grą aktorską. Larpy potrafią mnie też inspirować do tworzenia konkretnych postaci, które potem przewijają się przez moje teksty – to ich niewątpliwa zaleta. Ach, no i zapomniałabym – jako współdowodzący, a potem dowódca jednej z najliczniejszych frakcji na największym polskim bitewniaku, miałam przez kilka lat niezłą satysfakcję z ogarniania takiej rzeszy ludzi.

Focon: Zatrzymajmy się na chwilę przy kwestii nastolatków i ich akceptacji. Czy patrząc z perspektywy czasu myślisz, że coś się zmieniło w tej kwestii? W końcu fantastyka dość mocno przeszła do mainstreamu. 

AM: Wszystko zależy od tego, do jakiego konkretnego środowiska będziemy się w tym przypadku odnosić: sytuacja w mniejszych, bardziej zamkniętych społecznościach, raczej nie uległa szczególnym zmianom, choć rozpowszechniony dostęp do internetu na pewno ułatwia nawiązywanie więzi z osobami o podobnych upodobaniach. Jest lepiej, choć i tak należałoby to rozpatrywać jednostkowo, przez pryzmat konkretnych zainteresowań – np. w niektórych miejscach czytanie fantastyki jest uznawane za normalne, za to fascynacja mangami czy anime w tym gatunku już nie. 

Ale faktycznie, patrząc na to szerzej, zamiłowanie do fantastyki przestało już tak dziwić. Coraz więcej dorosłych, powszechnie szanowanych osób, przyznaje się do czytania książek z tego gatunku; chirurdzy i prawnicy odgrywają na larpach role groteskowo przerysowanych żołdaków; konwenty fantastyczne oferują coraz więcej atrakcji, które mogą przyciągnąć nawet osoby niezbyt zorientowane w temacie. Chyba wszystko zmierza ku lepszemu. 

Focon: Zastanawia mnie jeszcze jak właściwie udało Ci się tak mocno rozwinąć swoje zainteresowanie LAPRami. W końcu w Sierakowie pewnie nie było zbyt wiele wydarzeń dla osób o takich zainteresowaniach?

AM: Nic z tych rzeczy! Pamiętam, że kiedy roznosiłam po sklepach plakaty promujące Fantazjadę, to wiele osób nie chciało ich przyjąć nie dlatego, że normalnie nie wywieszały takich ogłoszeń, ale dlatego, że „przecież nikogo to nie zainteresuje, bo to dziwne”. Najbliższe skupisko larpowców było wtedy w oddalonym o ponad 70km Poznaniu. 

Tym, co scementowało mój związek z larpami, byli tak naprawdę ludzie. Niemal wszyscy larpowcy, których znam, to sympatyczni, bardzo pomocni osobnicy, otwarci na wszelkie formy inności, którzy nawet, jeśli mają jakieś uprzedzenia, to nie obnoszą się z nimi tak otwarcie, częściej zachowują je dla siebie, bo mają zakodowane to przeświadczenie, że jednak powinniśmy czuć się w swoim towarzystwie bezpieczni. Jasne, że zdarzają się wśród nich jednostki toksyczne, ale mimo wszystko tworzą barwne i przyjazne środowisko. W takich warunkach, wśród „swoich”, łatwiej jest przełamywać wszelkie bariery, próbować nowych środków ekspresji, a z każdą kolejną pozytywną przesuniętą granicą, nabiera się jeszcze większej ochoty na dalsze eksplorowanie tej formy rozrywki. 

Focon: Pandemia sprawiła, że powstało wiele wydarzeń online – w tym nasz Focon, który nigdy nie był stacjonarnym konwentem i szczerze powiedziawszy, na dziś dzień, nie planujemy robić tradycyjnej wersji, ale kolejne wirtualne już tak. Myślisz, że to jest szansa na to, żeby właśnie dzięki tej digitalizacji naszego życia młode osoby, które w swojej okolicy nie mają dostępu do fantastycznych wydarzeń kulturalnych mogły rozwijać swoje pasje? 

AM: Myślę, że to jak najbardziej może się im przysłużyć. Idąc dalej: takie wirtualne spotkania mogą pomóc nie tylko osobom poszukującym swojego miejsca i akceptacji, czy, jak wspomniałaś, chcących rozwijać swoje pasje, ale również tym, które z różnych powodów, mimo fascynacji konwentami, czują się bezpieczniej poza tłumem. 

Mój fanpage autorski śledzą przynajmniej dwie osoby cierpiące z powodu fobii społecznej – wiem o tym, bo same mi o tym pisały. I mam świadomość tego, jak wielką przyjemność sprawia im udział w moich prelekcjach online, na których mogą się „pojawić” zachowując swoją anonimowość i jednocześnie zadawać pytania (czy to w trakcie spotkania, czy po nim, prywatnie) na temat poruszanych podczas nich zagadnień. Zdigitalizowane konwenty i spotkania autorskie dają więcej możliwości uczestniczenia w nich wielu osobom, w tym chorym, i pomagają pozbyć się uczucia wykluczenia, więc akurat ta część pandemicznego chaosu przyniosła coś dobrego. 

Focon: A przechodząc do Twojej literackiej aktywności – czemu nie lubisz gdy nazywa się Ciebie pisarką? Skromność?

AM: Nie wiem, czy nazwałabym to skromnością. Wydaje mi się, że mając przed oczami hasło „pisarz”, podświadomie oczekujemy od jego posiadacza czegoś więcej, jakby musiał udowodnić, że jest godzien tego zaszczytnego tytułu. Bycie Literoklikaczem daje mi nieco większą swobodę i w moim odczuciu zwalnia mnie z tej odpowiedzialności udowadniania wszystkim za wszelką cenę, że znam się na tym, co robię. Poza tym wychodzę z założenia, że pisarzy tworzą czytelnicy i to oni są odpowiedzialni za takie mianowanie twórców. Zbyt często trafiam w sieci na osoby startujące z pierwszym opowiadaniem na Wattpadzie, czy innej platformie, które od początku nazywają się pisarzami i nie ukrywam, że często mnie to zaskakuje, choć równie mocno imponuje mi ich pewność siebie. Ja jednak zdecydowanie wolę więc trzymać się mojego literoklikania.

Focon: Ile czekałaś na swój debiut? Jak długo „Dzieci” czekały na wydanie? (Pytanie od fana)

AM: To wbrew pozorom bardzo trudne pytanie! „Dzieci Starych Bogów” mają za sobą dość długą drogę. Ich pierwszą wersję zaczęłam wysyłać do wydawnictw jakoś w 2014 roku i choć doczekałam się pozytywnej odpowiedzi od jednego z ciekawszych w tamtym czasie wydawców, to życie tak mi się pokomplikowało, że nie byłam w stanie spełnić jego warunku, tj. napisać konspektu kolejnego tomu w ciągu dwóch tygodni, no i temat umarł. Potem tekst przeszedł masę poprawek i w październiku 2018 trafił do Wydawnictwa Kłobook, gdzie został wydany równo rok później, a stamtąd trafił pod skrzydła Zysku i Spółki. Nie wiem, czy jestem uparta, czy to już jakiś rodzaj szaleństwa, ale postanowiłam sobie, że nie odpuszczę, dopóki nie wydam tej trylogii i chyba się to opłaciło – wieści o „Śmiechu diabła” dotarły nawet do was, a moja książka stała się jedną z nagród w fajnym konkursie! Czyli cały czas coś się wokół niej dzieje!

Focon: Jak to właściwie jest z Twoim debiutem? Bo to chyba już jest drugie podejście, prawda?

AM: To jest taki debiut – nie debiut. Po raz drugi mamy do czynienia z dokładnie tą samą historią, chociaż upstrzoną pewnymi zmianami w stosunku do pierwszego wydania książki. Prawda jest taka, że pierwsze wydanie „Śmiechu diabła” ledwie mignęło na rynku i zaraz zgasło – ukazało się 1. października 2019, a już miesiąc później, dzień po spotkaniu autorskim w moim rodzinnym mieście, dowiedziałam się, że Wydawnictwo Kłobook kończy swoją działalność i w związku z tym książka zostanie wycofana ze sprzedaży przed nowym rokiem. Wyobraź sobie wtedy, jakie emocje mną targały, biorąc pod uwagę fakt, ile czekałam na to, by w końcu ją wydać! Ale przede wszystkim byłam uparta. Ówczesny wydawca zachował się bardzo fair, bo automatycznie zwrócił mi prawa do tekstu, więc już na koniec listopada zaczęłam wysyłać „Śmiech diabła” do kolejnych wydawnictw. Na początku grudnia przyszła pozytywna odpowiedź z Zysku, a w styczniu, gdy pierwsze wydanie zniknęło z rynku, podpisaliśmy umowę.

Focon: Ile czasu zajęło Ci napisanie „Dzieci Starych Bogów”?

AM: „Dzieci Starych Bogów”, jako trylogia, wciąż się piszą 🙂 Jeśli chodzi o „Śmiech diabła”, to pierwsza wersja powstawała chyba jakoś około roku, w dość chaotycznym okresie mojego życia. Potem wielokrotnie ją odświeżałam, rozbudowywałam i – po tragicznej śmierci mojego komputera – zaczynałam zabawę od nowa. Jak tak na to patrzę, to tej książce rzeczywiście przydałyby się jakieś egzorcyzmy, bo chyba wyczerpała już dopuszczalną przez piekło pulę pecha.

Focon: Co zajmuje najdłużej przy tworzeniu książki: pisanie, czy może research, albo samo „ułożenie” sobie pomysłu w głowie?

AM: Zdecydowanie pisanie! Ta historia i jej bohaterowie towarzyszą mi już przez tak długi czas, że dokładnie wiem o czym i jak chcę pisać. Problemy pojawiają się podczas samego kontaktu z klawiaturą: mam dziwną manię na punkcie realistycznego oddawania uczuć i emocji, tylko po to, by wyzwalać odpowiednie reakcje u czytelników. Skutkuje to tym, że czasem w nieskończoność przeredagowuję jeden krótki akapit tak długo, aż w końcu uderzy mnie on odpowiednim ładunkiem i sama odczuję ten upragniony lęk, niepewność czy obrzydzenie. Ale nie żałuję tego, że nie idę na łatwiznę, bo jednak większość dotychczasowych odbiorców „Śmiechu diabła” odbiera to jako atut mojego stylu.

Focon: Czy powieść od początku była trylogią? Czy wraz z pisaniem na tyle mocno się rozrastała, że pojedynczy tom byłby za gruby? (Pytanie od fana)

AM: Podchodząc do pisania „Śmiechu diabła” wychodziłam z założenia, że zmieszczę się ze wszystkim w jednym tomie – bardzo mocno siedziało mi w głowie przekonanie, że wydanie książki debiutanta i tak jest już sporym wyzwaniem i każdy szanujący się wydawca przegna mnie w diabły, jeśli wyskoczę mu choćby z dylogią. Okazało się jednak, że moi bohaterowie mieli wobec mnie inne plany i że w momencie upchnięcia ich w jednym tomie stworzyłabym niezgrabne, przeładowane akcją, ale pozbawione głębi monstrum. Skończyło się więc na tym, że chcąc nie chcąc musiałam podzielić całą historię na trzy części, żeby oddać sprawiedliwość wszystkim wątkom i postaciom.

Focon: Skąd właściwie Twoje zainteresowanie wierzeniami i mitami?

AM: To w dużej mierze zasługa moich babć. Jedna z nich, w ramach opowiadanych na dobranoc bajek, zaczęła przemycać mi podania i legendy, które dość szybko przekształciły się w moje zainteresowanie rozmaitymi mitami. Druga wiele razy – zwłaszcza w przypadku dolegliwości mojego młodszego rodzeństwa – stosowała praktyki powszechnie uznawane za zabobony, jak choćby kąpiele w wywarze z czarciego żebra, co było czymś dziwnym dla moich rówieśników. Jako dziecko wychowujące się w takim otoczeniu nie rozumiałam, jak ktoś może być tym zaskoczony i nie pojmować tak normalnych dla mnie samej spraw. I to też zachęciło mnie do dalszego zgłębiania tematu na własną rękę.

Focon: Jak wiele z mitologii “Dzieci Starych Bogów” zaczerpnęłaś z rzeczywistych wierzeń? 

AM: Niewiele. Mitologia „Dzieci Starych Bogów” nie jest bezpośrednim przełożeniem żadnej z funkcjonujących w naszej rzeczywistości. W fabule trylogii w pewien sposób manipuluję drobnymi elementami pochodzącymi z wierzeń nordyckich, co jest szerzej przedstawione w drugim tomie, ale sama potraktowałam to jako grę dla bardzo dociekliwych, więc istnieją spore szanse, że być może nikt nawet ich nie zauważy.

Focon: Ile i czy w ogóle zapożyczyłaś w książce „Dzieci starych Bogów” jakieś elementy ze świata Cthulhu? (Pytanie od fana)

AM: Zero zapożyczeń. Mam na półce jedną książkę Lovecrafta i tak, jak szanuję go za niewątpliwy wkład w rozwój fantastyki i horroru, tak nie jest mi z nim na tyle po drodze, żebym widziała w jego świecie elementy warte wykorzystania w mojej własnej twórczości. Przypuszczalnie największym wyrazem mojej bliskości z tym autorem i jego tworami jest fakt, że nazywam moją kiełkującą córkę Wielką Wszechmleczną.

Focon: Porozmawiajmy więcej o Twojej książce, bo fanów bardzo interesuje jak powstawała. Którą metodą przy budowaniu świata się posługujesz? Od ogółu do szczegółu czy wręcz odwrotnie i dlaczego? (Pytanie od fana)

AM: Często to jakieś zupełne drobiny informacyjne przekładają się u mnie na późniejszą lawinę pomysłów co do dalszego rozwoju historii czy budowy realiów. W przypadku „Dzieci Starych Bogów” takim pyłkiem, który dał początek całej reszcie, był Bertram, chłopak o przeraźliwie błękitnych oczach, zmuszony przez ojca do podjęcia samobójczej misji – nic, co wskazywałoby na to, w jakim kierunku pójdzie ta opowieść. Wraz z kształtowaniem się obrazu młodego Armina, zaczęła mi się też zarysowywać sama Kerhalora, panująca w niej sytuacja i zamieszkujące ją postacie.

Focon: Jak duże znaczenie przy tworzeniu fabuły i pisaniu książki ma właśnie świat w którym opowieść się dzieje? (Pytanie od fana)

AM: Nie będę chyba przesadzać, jeśli stwierdzę, że to świat, czyli Sidav, czy też, zawężając do samej trylogii, Kerhalora, jest jednym z bohaterów tej opowieści. Nigdy nie traktowałam „Dzieci Starych Bogów” wyłącznie jako historii o Aine i Bertramie – dla mnie są oni jedynie pionkami, których zadaniem jest przede wszystkim prowadzenie czytelników przez stworzone przeze mnie krainy i ukazanie im, poprzez pryzmat spotkań z różnej maści postaciami i przeciwnościami, jak wygląda świat, w którym religia przejęła pełnię władzy nad życiem mieszkańców i czym grozi zapominanie o kulturze i mądrościach przodków. O ile pierwszy tom stanowi dość łagodne wprowadzenie, o tyle w każdym kolejnym staram się, by ten wydźwięk był coraz mocniejszy. Z resztą, gdyby nie wprowadzenie rządów kapłanów Loriemisthusa i idąca z tym w parze czystka starowierców, ta opowieść nigdy by nie powstała.

Focon: „Dzieci Starych Bogów” to trylogia, więc nie możemy nie zapytać: kiedy następne części?

AM: Nie mam bladego pojęcia, bo na ten moment nie zależy to ode mnie. Drugi tom jest już skończony, jednak przyjęłam sobie, że do końca maja trochę go jeszcze dopieszczę i wyślę do wydawcy z nadzieją, że go przyjmie. Można za to trzymać kciuki, bo nie mam pojęcia, czy nie będzie to uznane jako przesadna zuchwałość debiutanta, zwłaszcza, że ciężko mi jest powiedzieć, jak do tej pory sprzedaje się ta książka. Byłoby świetnie, gdyby trafiła na rynek w przyszłym roku, ale, jak wspominałam, jestem tylko Literoklikaczem, a mój los spoczywa w rękach mądrych głów i tabelek w Excelu. Trzeci tom powoli się pisze, chociaż ciąża skutecznie zwolniła mi obroty. Po cichu liczę na pozytywną odpowiedź z Zysku w sprawie drugiej części, bo to na pewno dałoby mi niezłego kopa do dalszej pracy.

Focon: Zdradź trochę, czego możemy się spodziewać po kolejnych częściach 🙂

AM: Przede wszystkim wyjaśnienia tajemnic, które zarysowałam lekko w pierwszym tomie. O ile „Śmiech diabła” mogłabym porównać do wyrzucenia puzzli z pudełka, tak w drugiej części czytelnicy będą mieć już wystarczającą ilość informacji, by złączyć brzegi obrazu i zacząć go powoli wypełniać.

Kolejne tomy to też stopniowe nawarstwianie się mroku i elementów typowych dla horroru, który kocham i który staram się wplatać nawet do swoich typowo fantastycznych tekstów. Ponadto zapoznam was z moim ulubionym bohaterem! I choć ten przewijał się przez niemal całą fabułę „Śmiechu diabła”, to dopiero „Grzechy ojców” odkrywają przed wami jego imię i naturę. Tym sposobem zdradziłam wam też tytuł drugiej części oraz fakt, że będzie miała ona sporo wspólnego z Balorem i Frithusem, ojcami Aine i Bertrama. 😉 Będzie się działo!

Focon: Skoro „Dzieci Starych Bogów” są w zasadzie gotowe, to co dalej? Masz już pomysł na następną książkę?

AM: Nawet na kilka, zarówno jednotomówek, jak i krótkich cykli, dylogii. Tutaj jednak obędzie się bez większych zaskoczeń, bo jeszcze przez jakiś czas planuję kontynuować łączenie fantastyki z horrorem. Kto wie, może dzięki temu znajdę swoje miejsce na rynku?

Focon: Praca pisarza, czy też Literoklikacza, ma mocny związek z otaczającą rzeczywistością. Na Twoją twórczość, też z pewnością wiele wpływa.

AM: Na co dzień całymi garściami czerpię z moich doświadczeń i lubię wykorzystywać je podczas pisania. Choćby Lai Silnen, zwany też Lasem Śpiących, powstał dzięki moim samotnym wędrówkom w głąb lasów, które otaczały moją rodzinną miejscowość. Lubię gromadzić wszelkiej maści drobiny codzienności: podsłuchane przypadkiem fragmenty rozmów, zderzenie z deszczem jesiennych liści, sensację wywołaną przez przypadkowe rozcięcie ręki. Każda z tych cząstek jest nośnikiem olbrzymiej ilości emocji i wrażeń i każda może zaowocować pojawieniem się nowej, zaskakującej sceny.

Focon: Niezależnie od inspiracji klimatami, czy „duchowych zapożyczeń” – czy masz jakiegoś swojego Mistrza – autora/autorkę, której styl pisania podoba Ci się najbardziej, jego/jej twórczość inspirowała Ciebie do sięgnięcia po pióro? (Pytanie od fana)

AM: Jeżeli chodzi o upodobania co do stylu, to jestem zakochana w narracji Bernarda Cornwella. Podziwiam, uwielbiam, szanuję go za ogrom pracy, ale jego książki poznałam dość późno i nie stanowiły zapalnika dla mojego pisania. Do spróbowania sił w wydawaniu moich książek przekonała mnie wymiana maili prowadzona z Grahamem Mastertonem,więc to teoretycznie jemu zawdzięczam najwięcej, jednak sam pomysł na pisanie pojawił się w mojej głowie dużo, dużo wcześniej, bo zaczęłam go realizować jeszcze na początku podstawówki. Bodajże to przeczytany niedługo potem „Wielki Marsz” Kinga wskazał mi literacką drogę, którą chcę podążać, ale jego również nie uznałabym za swojego mistrza. Po prostu czytanie części jego książek sprawia mi przyjemność i tyle.

Focon: Wymiana maili prowadzona  z Grahamem Mastertonem? Mówisz o tym jak o czymś oczywistym, ale spodziewam się, że nie każdy początkujący pisarz ma taką możliwość – powiedz nam coś więcej! 🙂 

AM: I tu cię zaskoczę, bo każdy ma taką możliwość! W starych wydaniach jego książek, bodajże na ostatniej stronie, widniał adres mailowy, przez który fani mogli się z nim kontaktować (manitouman1@yahoo.com – gdyby ktoś potrzebował), a ja, tchnięta jakąś dziwną odwagą typową dla nastolatek, postanowiłam z niego skorzystać i nie żałuję. Graham Masterton to fantastyczny człowiek: kiedyś nie odpisywał mi przez trzy miesiące, ale kiedy już to zrobił, to zaczął przepraszać, że to przez to, że przeszedł operację oka i nie mógł korzystać zbyt często z komputera. Jeśli to nie świadczy o jego otwartości na czytelników, to może wpłynie na to fakt, że prosił mnie o przesłanie przepisu na gołąbki. Uwierzyłabyś? 

W każdym razie po dłuższym czasie tej wymiany maili napisałam mu, że piszę opowiadania i tu przyszło kolejne zaskoczenie: poprosił mnie, bym wysłała mu coś krótkiego. Miałam dość dobry moim zdaniem, długi na stronę fragment tekstu, tyle, że napisany po polsku. I to też nie było dla niego problemem! Poprosił, żebym mu go przesłała, a jego znający polski znajomy mu go przetłumaczy, tylko muszę zachować cierpliwość. Wtedy chyba też minęły trzy czy cztery miesiące, po których rzeczywiście dostałam odpowiedź w sprawie mojego utworu, dopingującą mnie do dalszego pisania. 

Focon: Co Cię najbardziej inspiruje? Obraz, dźwięk? I jeśli już to jakie? (Pytanie od fana)

AM: Tak naprawdę we właściwym momencie wszystko może być dla mnie inspiracją. Łapię się na tym, że równie mocno oddziałuje na mnie zarówno konkretna piosenka, jak i rozlegający się wśród mgły krzyk bażanta, gdy wychodzę na polę obok mojego domu. Czasem konkretną scenę opieram na jakimś przelotnie ujrzanym na przystanku widoku, a kiedy indziej będzie ona następstwem pojedynczego zdania czy słowa, które z jakiegoś powodu rzuciło mi się w oczy w jednej z gazet i zaczęło rezonować z inną, nienazwaną dotąd myślą. Wydaje mi się, że moja wyobraźnia nie narzuca sobie żadnych ograniczeń.

Focon: Zdaje się, że Twój debiut, choć nie bez problemowy, to jednak jest bardzo udany. Dlatego na zakończenie chciałabym zapytać – co byś doradziła autorom, którzy dopiero zaczynają drogę z pisarstwem i myślą o napisaniu swojej pierwszej książki?

AM: Przede wszystkim: nie poddawajcie się! Bardzo wiele osób odpuszcza spisywanie swojej historii po dwóch – trzech rozdziałach i kasuje tekst, nie widząc w nim sensu. Nie róbcie tego! Doświadczenie nauczyło mnie, że większość takich niedoróbek, czy niezadowalających mnie rozdziałów, które miałam ochotę puścić z dymem, mogła zyskać drugie życie, gdy zastosowałam ich elementy w innym tekście.

Po drugie: wierzcie w siebie i w swoje opowieści, walczcie o nie, ale nie zapominajcie przy tym o pokorze. Warto jest wsłuchiwać się w opinie innych osób, bo dzięki nim macie szansę jeszcze bardziej się rozwijać. Poza tym przyjmowanie krytyki jest czymś, co będzie wam towarzyszyć zarówno na etapie redakcyjnej współpracy z wydawcą, jak i późniejszego zderzenia się z czytelnikami – lepiej jest udoskonalić tę umiejętność jak najwcześniej.

Focon: Dziękujemy za wywiad i wszystkie informacje! Przez chwilę poczuliśmy się prawie jak na spotkaniu na Foconie! 🙂

Wygraj książki ufundowane przez Wydawnictwo Zysk i Ska

  • Agnieszka Miela „Dzieci Starych Bogów”
  • Justyna Wydra „Warkoczyk”
  • Guy Gavriel Kay „Fionavarski Gobelin”

Wystarczy, że powiesz nam kogo chciałbyś zobaczyć na następnym Foconie, który odbędzie się w listopadzie 2021 r.!

Wypełnij poniższy formularz do 24.05.2021 i czekaj na wyniki, które umieścimy na naszej stronie 31.05.2021 r.

 

Pełen regulamin znajduje się pod adresem: http://focon.pl/?page_id=4174